Liczba ludności niewiele się zmienia
po
narodzinach jednego dziecka.
Dla
statystyki – drobna poprawka
w
dalekim rzędzie.
Papier
jest płaski, nie widać ile
świata
przybywa od jednej osoby,
a
atrament – choć niebieski –
przemilcza
kwestię błękitu oczu.
Wbrew
statystyce – w czterech ścianach –
ciągnąć
się mogą osobne krainy.
Od
drzwi zejść można
w
dolinę niczyją.
Tutaj
się liczy w latach świetlnych
odległość
stópki od czubka głowy,
piórkowa
waga najwyższej jest wagi,
a
skóry skrawek starcza za ojczyznę.
Wielkie
liczby – bez znaczenia,
póki
się do nich
tej
jednej
nie
doda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz