wtorek, 21 października 2014

Żałoba przedmiotów



Mieszkanie nie odczuwa
pustki po odejściu.

Nie załamuje się krzesło,
choć nikt na nim nie siada.

Samotne nie bywa lustro
bez czyjegoś odbicia.

Ściany nie dotyka,
że się nań cień nie kładzie.

Klamce nie tęskno
do uścisku dłoni.

Przedmioty działają bez szwanku,
zgodnie z przeznaczeniem.
Trwają – jak trwały –
w stałym położeniu.

Jakie one profesjonalne
przy nas – poruszonych.

poniedziałek, 6 października 2014

Wyprawka



Jeszcze bierze lekcje pływania
w spokojnych wodach płodowych.
Nie dla niej warczą morza.

Ziemi trzęsienia, serca trwogi,
lodowate dreszcze z północy –
na dalekim świecie, być może.

Wszystko pomniejsze z dala,
jak z książki dziecięcej –
trawka, a w niej kwiatuszki.

Lasy – naiwnie zielone,
niczym zdjęte z pocztówek
i wszystkie bezzębne.

Drzewa – z rzadka,
nie sposób zabłądzić.

Góry – tak niskie,
że przepaści nie ma.

Kamienie – zbyt lekkie
na poważne rany.

Już kupiono globus,
by świat rozebrać z tajemnic
zaraz po urodzeniu.

Drzemią na nim góry,
w każdej chwili gotowe
do góry wystrzelić.

Pustynie – tak małe,
że wody łyknąć można
z pobliskiego morza.

I miasto – ziarnko piasku,
w którym jej czekają
ze wstrzymanym światem.

środa, 1 października 2014

Narodziny



Liczba ludności niewiele się zmienia
po narodzinach jednego dziecka.
Dla statystyki – drobna poprawka
w dalekim rzędzie.

Papier jest płaski, nie widać ile
świata przybywa od jednej osoby,
a atrament – choć niebieski –
przemilcza kwestię błękitu oczu.

Wbrew statystyce – w czterech ścianach –
ciągnąć się mogą osobne krainy.
Od drzwi zejść można
w dolinę niczyją.

Tutaj się liczy w latach świetlnych
odległość stópki od czubka głowy,
piórkowa waga najwyższej jest wagi,
a skóry skrawek starcza za ojczyznę.

Wielkie liczby – bez znaczenia,
póki się do nich
tej jednej
nie doda.